Witajcie.
Zauważyłam, że bardzo mało osób czyta to opowiadanie i w związku z tym zawieszam bloga na jakiś czas. Mam teraz szkołę, dużo nauki i skoro nie mam dla kogo to po co wstawiać te rozdziały? Jednak jeśli jest ktoś kto chciałby dostać pozostałe 6 rozdziałów, bo całe opowiadanie ma ich 18 to może napisać do mnie na tt @usago9091 to mu wyślę. Jeśli będę miała kiedyś więcej czasu to wrócę. Pozdrawiamm xxx
piątek, 4 października 2013
sobota, 28 września 2013
City Club - rozdział 12.
Gdy Harry nie wracał przez dłuższy czas, Louis postanowił go
poszukać. Oczywiście nie musiał szukać daleko, bo już, kiedy wyszedł z domu,
zauważył chłopaka, siedzącego na krawężniku chodnika. Lou usiadł obok niego i
objął go ramieniem, i dopiero wtedy zauważył, że Loczek jest cały zapłakany,
dlatego zapytał :
- Kochanie, co się stało? Co twoja mama powiedziała?
- Ona mnie nienawidzi. Jestem obrzydliwy – załkał Harry, a
Louisa wmurowało w ziemie – Jak ona mogła mu coś takiego zrobić – pomyślał, a
następnie zaproponował – Chodź, pójdziemy do domu, nie będziemy siedzieć na
chodniku, tam mi wszystko opowiesz.
- Nie, nie chcę, żeby twoi rodzice widzieli mnie w takim
stanie – zaprotestował Hazz.
- Spokojnie, powiem im, żeby odwiedzili nas innym razem, a
ty w tym czasie pójdziesz się trochę ogarnąć do łazienki. Oni na pewno to
zrozumieją – uspokoił go Tomlinson.
I tak też się stało. Gdy chłopcy weszli do mieszkania, Harry
zniknął za drzwiami łazienki, a Lou przeprowadził krótką rozmowę z rodzicami,
podczas której wszystko im wyjaśnił. Ci z kolei wyrazi swoją dezaprobatę na
temat zachowania matki Harrego i polecili synowi, żeby przekazał swojemu
chłopakowi, że nie ma się niczym martwić, bo u nich zawsze będzie mógł znaleźć
wsparcie. Po tych słowach wyszli, a Louis zapukał do łazienki, jednak nikt się
nie odzywał, dlatego zrobił to ponownie, ale znowu odpowiedzią była jedynie
cisza, dlatego nacisnął na klamkę i okazało się drzwi były otwarte. Lou wszedł
do środka i ujrzał Harrego siedzące na krawędzi wanny. W jego dłoni znajdowała się połyskująca,
srebrna żyletka, niestety już zakrwawiona, podobnie jak ręka chłopaka.
Tomlinsona przeraził ten widok i początkowo nie wiedział,co powinien zrobić,
ale po chwili opamiętał się i szybko wyjął ostrze z ręki ukochanego, a następnie
opatrzył jego rany i zawinął poraniony nadgarstek w bandaż. Był zły na siebie,
że nie zareagował wcześniej, obwiniał się o to, sądził, że to przez niego Harry
się samookaleczał, bo przecież gdyby nie on, to jego matka nigdy by tak nie
zareagowała. W jego głowie szalały różne emocje od złości przez zażenowanie do totalnej
bezsilności. Musiał się jakoś uspokoić, bo przecież czekała go rozmowa z Harrym,
dlatego, gdy przez chwilę pomyślał o czym innym, w końcu zapytał z troską w
głosie:
- Harry, dlaczego to zrobiłeś? Przecież mogłeś wyrządzić
sobie krzywdę, to nie jest dobry sposób na rozwiązywanie problemów...
- Jestem obrzydliwy. My jesteśmy obrzydliwi – odpowiedział
Hazz, patrząc na Louisa tępym wzrokiem. Starszy chłopak nie wiedział, co
odpowiedzieć. Te słowa przeszyły go na wylot, tak jakby ktoś dźgnął go nożem.
Wiedział, że Hazz tak naprawdę tak nie myśli, jednak te słowa zabolały go, ale
nie chciał tego okazywać. Dopiero po chwili zorientował się, że wciąż tkwią w łazience, dlatego zaprowadził
Stylesa do salonu i usadowił go na kanapie. Zostawił go na chwilę, żeby
poszukać koca, którym mógłby go okryć. Kiedy wrócił, usiadł na rogu sofy i
położył sobie głowę ukochanego na kolanach, owijając go szczelnie kocem, jakby
bał się, że może zamarznąć, a przecież był dopiero sierpień. Co prawda
deszczowy, ale jednak. Głaskał go po głowie, gładząc jego miękkie loki, jednak
Harry nie wydobył z siebie ani słowa, więc Lou zdecydował się coś powiedzieć :
- Hazz, słońce, posłuchaj mnie. Wiem, że ta sytuacja jest
dla ciebie trudna, ale przecież nie mogłeś żyć w ukryciu, tylko dla tego, że
twoja mama pragnie czegoś innego. To jest twoje życie, a nie jej, więc to ty powinieneś być szczęśliwy. Wybacz, za to, co powiem, ale uważam, że
skoro ona nie potrafi zaakceptować cię takim, jakim jesteś, to na ciebie nie
zasługuje. Może to zbyt mocne słowa, w
tym momencie, ale takie jest moje zdanie. Może to jest moja wina,
namieszałem ci głowie, może gdybyś mnie nie poznał to twoje życie potoczyło by
się zupełnie inaczej? Nie wiem, ale chce żebyś był świadomy tego, że ja będę cię
kochał bez wględu na to, co się stanie. Zrobiłbym dla ciebie wszystko, jestem
gotowy nawet poświęcić życie, bo jestem w tobie szalenie zakochany. Każdego
dnia sobie to uświadamiam. Jesteś takim moim, małym uzależnieniem. Nie
wyobrażam sobie bez ciebie życia, nawet, gdy wychodzisz na pół godziny do
sklepu, to ja tęsknię jak idiota. Może nie znamy się długo i nie mamy
pięcioletniego stażu w związku, ale każdym dzień z tobą jest moim najlepszym
jaki tylko mógłbym sobie wymarzyć, wieć wiedz, że chce dla ciebie jak
najlepiej, dlatego jeśli stwierdzisz, że miłość twojej mamy jest dla ciebie
ważniejsza, ja to zrozumiem...
Po tych słowach Louis umilkł i usłyszał jedynie głośny
szloch swoje chłopaka. Harry leżąc wciąż na jego kolanach, objął rękami jego
brzuch, przytulając się do niego i
płakał tak przez dłuższy czas, mocząc przy tym koszulkę Boo, na której pojawiły
się już mokre plamy, ale to nie miało dla żadnego z nich większego znaczenia. W
końcu, gdy Hazz po pewnym czasie poukładał sobie w wszystko w głowie i trochę
się uspokoił zaczął mówić :
- Lou, przepraszam cię, to w żadnym wypadku nie jest twoja
wina. Ja po prostu nie panuję nad sobą, bo to jest w końcu moja mama, którą
kochałem przez całe swoje życie i nie chciałem, żeby ona tak to odebrała.
Niestety okazało się, że obchodzi ją opinia ludzi, niż uczucia własnego syna.
Cóż mam nadzieję, że kiedyś zmieni zdanie. Ja również cię kocham i ty jesteś
dla mnie najważniejszy i nie rozumiem, dlaczego pomyślałeś, że mógłbym od
ciebie odejść ze względu na tę sytuację. Kocham cię zbyt mocno, żeby coś
takiego zrobić – Boo wzruszyły te słowa i na jego policzkach również pojawiły
się pojedyncze łzy, które otarł rękawem swojej bluzy, a następnie odrzekł – Ja
po prostu nie chcę, żebyś żałował tego wszystkiego.
- Niczego nie będę żałować, a na pewno nie tego, że cię
poznałem – Harry złożył na ustach Lou delikatny pocałunek, a potem zaczął
usypywać gorącymi, pełnymi pożądania pocałunkami szyję ukochanego, jednak tę
namiętną chwilę przerwał Tomlinson mówiąc – Eemm, Harry, a co ty na to, żebyśmy
zamieszkali razem? – Jednak widząc, że Hazz waha sie nad odpowiedzią dodał-
Oczywiście nie musisz odpowiadać teraz.
- Jasne, wiesz, co.. bardzo bym chciał.. ale muszę najpierw
porozmawiać z Niallem i Zaynem, w końcu mieszkam z nimi od dwóch lat.
- Ok, w porządku.
Przez resztę wieczoru para oglądała jakieś filmy na DVD oraz
idiotyczne talk show, obrzucając się przy tym Popcornem. Kiedy Hazz poczuł się
zmęczony, Louis odwiózł go do domu i zaprowadził na górę, do mieszkania, tak
aby nie obudzić chłopaków, którzy pewnie już spali.
- Pa, do jutra. Śpij dobrze, kochanie – powiedział na
odchodne Tomlinson i wrócił do siebie, gdzie przez całą noc rozmyślał o
wydarzeniach z dzisiejszego dnia.
środa, 18 września 2013
City Club - rozdział 11.
Minął tydzień od ostatniej rozmowy
chłopców na temat tego, kiedy się ujawnią. Oboje się trochę tego boją, ale
postanowili, że jutro wyprawią w domu Louisa uroczystą kolację, na którą
zaproszą rodziców Lou, a także mamę Harrego. Natomiast dzisiaj zdecydowali się
powiedzieć o tym Zaynowi i Niallowi, którzy zaczęli już chyba coś podejrzewać,
ale jak na razie nic o tym nie mówili. Dlatego Hazz uprzedził wcześniej
przyjaciół, że Boo dziś do nich wpadnie i poprosił z tego powodu, żeby nigdzie
nie wychodzili, na co oni tylko posłali sobie dziwne spojrzenia. Styles nie
martwił się zbytnio o reakcję kumpli, ponieważ skoro bez problemu
zaakceptowali, że Louis jest gejem, to powinni też zaakceptować ich związek.
Na zegarze wybiła 15, a Harry zaczął
nerwowo chodzić po mieszkaniu, co nie uszło uwadze jego współlokatorów, którzy
uśmiechali się do siebie porozumiewawczo, jakby byli już wszystkiego pewni.
Wtedy telefon Hazzy zawibrował, a na wyświetlaczu pojawiła się nowa wiadomość
od Louisa. „ Już do was jadę, kochanie”. I
rzeczywiście po kilku minutach Lou pojawił się pod ich drzwiami, na które Harry
praktycznie się rzucił, gdy tylko usłyszał dzwonek. Po tym, jak Louis przywitał
się z nim i z resztą dawno niewidzianych przyjaciół, a Harry uraczył wszystkich
szklanką soku, zasiedli przy niewielkim, okrągłym stole, który znajdował się w
rogu salonu. Wtedy Hazz pod stołem mocno ścisnął rękę swojego chłopaka, a ten
zaczął mówić :
- Zapewne to, co usłyszycie zbytnio was
nie zaskoczy, ale uznaliśmy, że powinniśmy wam to osobiście powiedzieć,
ponieważ jesteście naszymi przyjaciółmi – tutaj Lou na chwilę się zatrzymał i
głośno przełknął ślinę, a następnię kontynuował – No więc my, z Harrym jesteśmy
razem od jakiegoś czasu – po tych słowach Nialler i Malik zagarnęli ich w
ramiona i zaczęli im gratulować.
- Kurde, no po prostu wiedziałem. Jak
dla mnie idealnie do siebie pasujecie, mimo że wasze charaktery się różnią to i
tak tworzycie wspaniałą parę, można powiedzieć, że się dopełniacie. A wiecie,
że nawet założyłem się z Zaynem o 50 dollarów o to, czy jesteście ze sobą, czy
nie? Naprawdę życzę wam jak najlepiej – Niall podzielił się swoją radością z
chłopakami, na co Hazz i Lou lekko się zaczerwienili, bo nie spodziewali się
tylu miłych słów, ale wtedy odezwał się Mulat :
- Ja też bardzo się ciesze, mam
nadzieję, że będziecie razem szczęśliwi, mimo iż nie wierzyłem w domysły Nialla
- Widzisz, ja zawsze mam rację –
wyszczerzył się blondyn.
- Taa, tylko przez mój portfel stanie
się chudszy o 50 dolców – żachnął się Mulat, ale po chwili dodał – powinniście
mi teraz oddać tą kasę – wskazał na Harrego i Tomlinsona, na co oni zgodnie
odpowiedzieli :
- Postawimy ci piwo, Zayn. Spokojnie.
- Tylko jedno ? – droczył się nadal
chłopak.
- Okej, dwa. To co idziemy uczcić taki
wyjątkowy dzień? – zaproponował Harry, a reszta szybko przystanęła na
propozycję.
Już po chwili wszyscy siedzieli w
samochodzie Louisa i sprzeczali się do jakiego klubu mają jechać. W końcu
jednak stanęło na Genesis, gdzie spędzili resztę wieczoru.
*
Po wczorajszym miło spędzonym dniu
nadszedł dzień konfrontacji z rodzicami. Mamę Harrego zaskoczył już sam telefon
od syna z prośbą o spotkanie i o przyjście do domu nieznajomego faceta, więc
Loczek coraz bardziej o to wszystko martwił. Miał jakieś dziwne przeczucie, że
coś pójdzie nie tak. Louis nie miał takich obaw co do swoich rodziców, bo
zauważył, że polubili go już podczas pierwszego spotkania na Florydzie.
Bardziej martwił się o to, co miał ugotować na kolację, dlatego zadzwonił do
swojego chłopaka i poprosił go, że przyjechał i pomógł mu coś przygotować,
ponieważ wiedział, że Hazz ma większe doświadczenie kulinarne niż on.
Minęła godzina, a Harry pojawił się w
domu Tomlinosna z wielkimi siatkami zakupów, a także kolorową książką
kucharską.
- Cześć, Hazz – przywitał go Lou i pocałował
w policzek – ale wiesz, ja nie mam pustej lodówki, nie potrzebnie kupiłeś to
wszystko..
- Wiem, wiem, ale i tak pewnie czegoś
zapomniałeś, więc wolałem kupić jeszcze kilka rzeczy na wszelki wypadek.
- Jesteś kochany, tylko na początek
musimy wybrać jakieś danie, bo ja kompletnie nie mam pojęcia, co to by mogło
być.
Po tych słowach Styles położył na stole
wcześniej wspomnianą książke i razem zaczęli wertować kartki, aż w końcu
zdecydowali się na Risotto oraz ciasto marchewkowe na deser i zabrali się do
pracy. Podczas tego wspólnego gotowania okazało się, że Harry jest naprawdę
świetnym kucharzem i Lou nie mógł wyjść z podziwu, gdzie on się tego
wszystkiego nauczył, ale ten nie chciał zdradzić mu tej tajemnicy. Jednak o
mały włos spaliliby swoje ciasto, a to dlatego, że Louis nabrał ochoty na
namiętne pocałunki, a Harry mu się całkowicie oddał i zapomniał o bożym
świecie. Na szczęście opamiętali się we właściwym momencie i uratowali deser.
Teraz dzieliło ich tylko pół godziny od spotkania i Harry ponownie zaczął się
denerwować, dlatego Boo musiał mu zaparzyć jakąś uspokajająca herbatkę.
W końcu, w którymś momencie Hazz
usłyszał pukanie do drzwi i poszedł je otworzyć. Okazało się, że jego mama
przyszła jako pierwsza. Trochę się zmieniła od ich ostatniego spotkania i
dopiero wtedy Loczek uświadomił sobie, jak bardzo za nią tęsknił, dlatego
uściskał ją mocno, a następnie zaprowadził ją do salonu, gdzie oboje usiedli na
kanapie. Louis nadal krzątał się w kuchni, dlatego Anne wykorzystała moment i
spytała:
- Dlaczego mi nie powiedziałeś
wcześniej, że wyprowadziłeś się od Nialla i Zayna?
- Coo? Przecież ja nadal z nimi
mieszkam.. – zdziwił się Hazz.
- No to o co tutaj chodzi?
- Zaraz zobaczysz, nie martw się - chłopak uśmiechnął się pogodnie, mimo iż w
jego głowie nadal było pełno obaw.
Wtedy ponownie rozległo się pukanie, ale
tym razem to Louis poszedł otworzyć, bo to właśnie jego rodzice przyszli. Gdy
wszyscy się przywitali, a Anne zapoznała się z państwem Tomlinsonów, usiedli do
stołu, który był okryty śnieżnobiałym obrusem, a na najlepszych talerzach,
jakie Lou tylko znalazł w domu znajdowało się już Risotto. Początkowo rozmowa
była o przysłowiowej pogodzie, ale po zjedzeniu pierwszego dania i wypiciu
lampki wina Harry i Louis wstali i przemówili :
- Mamo – tu Hazz zwrócił się w stronę
swojej rodzicielki – państwo Tomlinson – tu z kolei do rodziców Lou –
Chcielibyśmy wam coś powiedzieć
- Tak – dołączył do niego Louis – mam
nadzieję, że ucieszycie się z tego powodu tak samo, jak my, bo... – Jesteśmy
razem – wypalił nagle Harry i nie dał dokończyć Louisowi, tego co chciał
powiedzieć, ale po prostu nie mógł już wytrzymać.
Na twarzach wszystkich pojawiło się
zdziwienie, ale już po chwili rodzice Tomlinsona obściskiwali chłopców, a jego
mama przeczuwała już chyba coś od początku, bo powiedziała :
- Moi mali chłopcy, wiedziałam, że
będziecie razem prędzej, czy później. Louis spotkał w końcu kogoś tak
cudownego, nawet nie wiecie, jak się cieszę – jednak Harry nie mógł radować
się z tych miłych słów, bo w tym momencie jego mama wybiegła z mieszkania, więc
Harry powiedział tylko :
- Przepraszam na chwilę – i pobiegł za
nią.
- Mamo ! Mamo, zaczekaj! – Krzyczał
Loczek, dobiegając do kobiety, żeby ją zatrzymać.
- Zostaw mnie! Nie tak cię wychowałam.
Jak mogłeś mi to zrobić, jesteście obrzydliwi. Miałeś mieć piękną żonę, która
urodziłaby mi wnuki, a teraz? Teraz stanę się pośmiewiskiem, że mój syn nie
potrafi znaleźć sobie porządnej dziewczyny, tylko szuka pocieszenia u jakiegoś
faceta. Nie chce was znać – brunetka wykrzyczała to synowi prosto w twarz i
odjechała gdzieś z piskiem opon, a Harry został tam i usiadł na chodniku, i
rozpłakał się. Płakał tak mocno, jak nigdy i cały czas powtarzał sobie :
- Jestem okropny! Jestem obrzydliwy!
CZYTASZ=KOMENTUJESZ
Z GÓRY DZIĘKUJE xx
środa, 11 września 2013
City Club - rozdział 10.
Dwa tygodnie na
Florydzie minęły w mgnieniu oka. Teraz chłopcy znowu stali na lotnisku z
ogromnymi walizkami i czekali na swój samolot. Wraz z nimi byli tam też znajomi
Louisa, którzy obiecali, że następnym razem to oni odwiedzą ich w Londynie.
Dali im również słowo, że kończą z narkotykami i że pójdą na odwyk. To trochę
uspokoiło Harrego, ponieważ ostatnim czasie również ich polubił.
W końcu po długich
pożegnaniach i kilku godzinach lotu para byłą z powrotem w swoim rodzinnym
mieście. Czekali właśnie na swoją taksówkę, kiedy Lou zapytał :
- Harry, rozumiem, że
ty teraz jedziesz do twojego mieszkania, tak?
- Tak. Wysłałem
sms-a Zaynowi i powiedział, że już na
mnie czekają – Harry był bardzo zżyty ze
swoimi współlokatorami i stęsknił się za nimi przez tak długą nieobecność,
dlatego też zależało mu na spotkaniu z nimi.
- Ok, ok, a wpadniesz
do mnie później?
- Jasne, tylko Lou.. Ja
nie mam pojęcia, gdzie ty mieszkasz – odparł lekko zmieszany Hazz.
- Ah, idiota ze mnie. No tak, przez to
wszystko nawet nie zdążyłem zaprosić cię do mojego mieszkania. Adres wyślę ci
sms-em.
- W porządku. To do
zobaczenia później – po tych słowach Loczka każdy z nich wsiadł do osobnej
taksówki i odjechał do swojego mieszkania.
Po kilku minutach jazdy
Harry stał już pod drzwiami swojego domu, lecz gdy tylko nacisnął klamkę,
podbiegli do niego jego przyjaciele i rzucili mu się na szyję, nie zważając na
jego bagaże, które wypadły mu z rąk i poturlały się w dalszą część mieszkanka.
W końcu, kiedy już się należycie przywitali, chłopcy zaczęli wypytywać Harrego
o jego wrażenia z wakacji.
- No opowiadaj jak
było?
- No, a jak miało być?
Dużo imprez, świetna pogoda, zajebiści ludzie... – mówił dosyć tajemniczo Hazz
- A poznałeś tam kogoś?
– ciągnął dalej Zayn.
- Tak, zaprzyjaźniłem
się ze znajomymi Louisa, mimo że początkowo źle ich oceniałem.
- Oh, nie o to mi
chodziło. Myślałem, o tym czy wyrwałeś tam jakąś dupeczkę? – uśmiechnął się
zawadiacko Mulat.
- Aaa. Tak. Wyrwałem
najcudowniejszą dupeczkę pod słońcem. Ma niebieskie oczy, opalaną skórę i
najlepszy tyłek jaki kiedykolwiek widziałem – odpowiedział Harry, a kąciki
jego ust automatycznie uniosły się do góry na wspomnienie o jego chłopaku.
- Boże, rzeczywiście
brzmi jak ideał. Musisz nam ją kiedyś przedstawić – rozmarzył się Nialler.
- Oczywiście, ale teraz
idę wziąć prysznic, a potem wychodzę. Jak chcecie może wyjąć sobie z mojej
walizki prezenty, które dla was przywiozłem. Mam nadzieję, że wam się spodobają
– rzucił Loczek wchodząc do łazienki, a jego kumple nawet nie czekając aż Hazz dokończy
zdanie zabrali się za przeszukiwanie jego torby.
Po tym jak Styles
wyszedł spod prysznica i włożył na siebie białą, idealnie wyprasowaną koszulę,
i granatowe, mocno dopasowane rurki, a Niall i Zayn stwierdzili, że na pewno
wystroił się tak dla tej, jak sądzili jego nowej dziewczyny szybko wyszedł z
domu i udał się na autobus, który miał go zawieźć pod dom ukochanego. Gdy już
się tam znalazł, sprawdził jeszcze raz czy na pewno się nie pomylił i czy
dotarł na wzskazany adres, a kiedy wszystko się zgadzało zapukał do czarnych,
przeszklonych drzwi. Po chwili pojawił
się w nich Lou, który zaprosił swojego gościa do środka. Mieszkanie było dużo
większe od tego, które wynajmował Hazz z kolegami. We większości pomieszczeń
ściany miały jasny odcień, a meble były wykonane z wysokiej klasy, ciemnego
drewna, co tworzyło ciekawy kontrast.Po środku salonu stała czerwona kanapa, na
której usiadł Harry. Naprzeciwko znajdował się kominek, a nad nim wisiały
zdjęcia Tomlisnona z jego młodszymi siostrami, na których widok twarz Loczka od
razu pojaśniała. Tą jakże wnikliwą obserwacje przerwał głos Lou, który
dochodził z kuchni :
- Chcesz coś do picia?
Przepraszam, ale będziesz musiał chwilę zaczekać, ponieważ kurczak się jeszcze
piecze.
- Jaki kurczak? –
zapytał zaskoczony Hazz i podążył za wspaniałym zapachem, docierając do
średniej wielkości pomieszczenia, w którym na ścianach i podłodze były ułożone
pomarańczowe i czarne kafelki, a na kuchennych szafkach stało pełno misek,
garnków i talerzy, bo jak widać Tomlinson nie nadążał z gotowaniem i
sprzątaniem jednocześnie.
- Wybacz, że ci nie
powiedziałem, ale to miała być niespodzianka. Właśnie przygotowuję dla nas
romantyczną kolację.
- Oh, Lou. Coraz
bardziej mnie zaskakujesz.
- To chyba dobrze?
- Bardzo dobrze – uśmiechnął
się wesoło Loczek.
Po zjedzeniu kolacji,
która smakowała naprawdę wybornie, za co Harry cały czas chwalił Louisa, a ten
się rumienił, chłopcy postanowili obejrzeć jakiś film. Oczywiście Lou, uparł
się, że musi to być jakiś horror, mimo że zawsze się wtedy trzęsie ze strachu,
ale to przecież idealny powód, żeby przytulić się do swojego ukochanego,
nieprawdaż? W końcu Hazz przystał na tę propozycję, ale jego głowę zaczęło
zaprzątać coś zupełnie innego. Wciąż myślał o tym, skąd Louis ma tyle pieniędzy.
Przecież to mieszkanie, meble na pewno sporo kosztowały, a niedawno kupił też
nowe auto. Lou nie wspominał, jednak, że ma jakąś pracę, więc Styles był
odrobinę zaniepokojony, dlatego postanowił zapytać o to swojego chłopaka :
- Boo, a czy ty masz jakąś
pracę?
- Na razie nie, a
dlaczego pytasz? – Hazz zrobił w tym momencie dziwną minę, ponieważ nie
wiedział, co ma odpowiedzieć, ale wtedy Tomlinson wszystko zrozumiał – Ah, no
tak. Pewnie zastanawiasz się skąd mam kasę na ten dom i w ogóle, prawda?
- Eem..no w pewnym
sensie tak.. – Harry się lekko zaczerwienił.
- Ok, w takim razie
uspokoję cię. Nie, nie kradnę, ani nic z tych rzeczy. Po prostu jak na razie nie
mogę znaleźć pracy, a moi kochani rodzice nie mają robić z forsą, więc
inwestują w swojego synka – wyjaśnił młody mężczyzna.
- Kurde, ja nie miałem
na myśli tego, że kradniesz, czy coś – odpowiedział zakłopotany Hazz.
- Wiem kochanie, wiem.
Tylko żartowałem, no już nie spinaj się tak – Lou objął Loczka ramieniem, a ten
się trochę rozluźnił.
- W porządku
przepraszam. Z drugiej strony ja też bym chciał mieć takich rodziców.
Zauważyłem, że masz z nimi świetny kontakt.
- No tak, to prawda.
Zawsze byłem z nimi blisko, tak samo jak z moim rodzeństwem. A co z twoimi
rodzicami? Może zaprosimy kiedyś twoich i moich na jakiś obiad czy coś i wtedy
im o nas powiemy, hmm? – Louis posłał pytające spojrzeniu Stylesowi.
- Eee.. Mój tata jest
w.. więzieniu – wydusił z siebie Hazz.
- Oh, przepraszam, nie
wiedziałem..
- Jasne, ok. Skąd
miałeś wiedzieć. Wiesz, może moja mama przyjdzie, tylko ja..Ja się boję, Lou.
Co jak ona mnie znienawidzi? Przecież ona od zawsze marzyła o tym, że się
ożenie, a ona będzie miała wnuki..- młodszy chłopak ułożył swoją głowę w
zagłębieniu szyji Louisa.
- Daj spokój. To twoja
mama, ona na pewno nadal będzie kochała cię takim, jakim jesteś.
- A co jeśli nie?
- A jeśli nie to ja i tak będę cię
kochał, pomimo wszystko. No już, nie zamartwiaj się na zapas, proszę – Lou
uśmiechnął się pocieszająco, a Hazz odwzajemnił to, jednak różne obawy wciąż chodziły
mu po głowie.
środa, 4 września 2013
City Club - rozdział 9.
Minęły dwa dni odkąd Harry pocałował Lou. Jak na razie nie
rozmawiali o tym, ale atmosfera stawała się coraz bardziej napięta, ponieważ
oboje chcieli wiedzieć na czym stoją, jednak żaden z nich nie odważył się
pierwszy zabrać głosu w tej sprawie. Hazz cały dzień siedział w przydzielonym
mu pokoju i czytał książkę, którą znalazł na półce. Miał mieszane uczucia. Z
jednej strony to mu się tak cholernie podobało i z chęcią, gdyby mógł zrobiłby
to ponownie, a z drugiej strony bał się, że przez to, co zrobił Lou nie będzie
chciał go znać i że ich przyjaźń się zakończy. A przecież mimo złych początków
teraz wszystko świetnie się układało. No i Harry miał jeszcze jeden problem, o
którym myślał odkąd poznał Louisa – jego orientacja. Po długich przemyśleniach
w końcu doszedł do wniosku, że to już czas, żeby pogodzić się z tym, że
podobają mu się zarówno kobiety, jak i mężczyźni.
***
Gdy Harry na górze rozmyślał o tym wszystkim, Louis siedział
w salonie i oglądał jakiś program na Discovery. W pewnym momencie poczuł
wibrację w kieszeni swoich spodni. Była to wiadomość od Nicka < Wpadniecie
dzisiaj z Harrym na imprezę do Viva Moca*?>. Lou zawahał się na odpowiedzią,
ponieważ on bardzo chciałby, żeby ich ciche dni się skończyły i żeby mogli z
Harrym normalnie porozmawiać, jednak po tym co się stało bał się
konfrontacji z nim. Bał się, że jeśli
dojdzie do tej rozmowy to nie będzie już odwrotu i będzie musiał powiedzieć
przyjacielowi o uczuciach, jakie do niego żywi. Jednak, co będzie jeśli Loczek
go odrzuci, a wczorajszy pocałunek okaże się być spowodowany przez alkohol. W
końcu Tomlinson nabrał odrobiny odwagi i postanowił wykorzystać ten moment.
Powoli zaczął wchodzić na piętro po drewnianych schodach, a w myślach układał
sobie słowa, jakie mógłby powiedzieć Harremu, ale stojąc przed drzwiami do jego
pokoju znowu w siebie zwątpił i już miał odejść, jednak wtedy drzwi otworzyły
się, a Harry, który chciał iść do kuchni po coś do jedzenia omal nie wpadł na
Louisa. Po chwili ciszy Styles zapytał :
- Chciałeś coś ode mnie?
- Eee..nie ja tylko..chciałem się zapytać czy..pójdziesz na
imprezę, bo Nick nas zaprosił, więc wiesz.. – jąkał się Lou i z nerwów zaczął
przystępować z nogi na nogę. Boo wyglądał w tej sytuacji jak mały chłopczyk,
który coś nabroił, ale nie chciał się do tego przyznać. Harrego trochę to
rozbawiło, ale już po chwili się opanował i oznajmił :
- Nie, wiesz, jakoś dzisiaj nie mam ochoty. Jeżeli chcesz to
możesz iść sam.
Wtedy Lou w końcu się
ogarnął, dotarło do niego,że jeśli czegoś teraz nie zrobi, to już zawsze będzie
chodził na każdą imprezę sam, dlatego wepchnął Harrego z powrotem do jego
pokoju i rozpoczął swój monolog :
- Posłuchaj, ja rozumiem, że możesz być zakłopotany, bo
pewnie nigdy nie znalazłeś się w takiej sytuacji, choć ten pocałunek pewnie i
tak nic dla ciebie nie znaczył i był spowodowany procentami, które uderzyły ci
do głowy, to teraz tym swoim zachowaniem ranisz mnie. Każdy moment, w którym
patrzysz na mnie obojętnym wzrokiem i przechodzisz obok bez słowa jest dla mnie
jak cios, ponieważ dla mnie tamten wieczór miał ogromne znaczenie. Tego
pocałunku nigdy nie zapomnę i dziękuję Bogu, że chociaż raz pozwolił posmakować
mi twoich ust. Wiem to pewnie brzmi absurdalnie, ale marzyłem o tym odkąd cię
poznałem. Chciałbym całować cię w każdym możliwym momencie, budzić się przy
tobie każdego ranka i opiekować się tobą, ponieważ cię kocham. Kocham cię
Harry, mimo że wiem, że te moje marzenia nigdy się nie spełnią, bo pewnie ty
już tylko czekasz ze spakowanymi walizkami na moment wyjazdu stąd, a będąc w
samolocie na pewno zaczniesz się się śmiać z tego, ze taki idiota jak ja, który
ciągle nosi koszulki w paski i kolorowe spodnie właśnie wyznał ci miłość – w tym momencie Louis przestał mówić,
ponieważ zauważył, że twarz młodszego chłopaka jest cała we łzach, dlatego
spytał :
- No i dlaczego płaczesz? Przecież nie powiedziałem nic, co
mogłoby cię urazić. Proszę, tylko mi nie mów, że czujesz się winny, bo to moja
wii...- Tomlinson nie dokończył zdania,bo do jego ciała przylgnął Harry. Teraz
to on wyglądał jak małe bezbronne dziecko, co kompletnie rozczuliło Louisa.
Tylko, że problem był w tym, że on wciąż nie wiedział, dlaczego Hazz cały czas
chlipie, dlatego zaczął delikatnie głaskać jego plecy i szeptem spytał :
- Ej, proszę nie płacz. Powiedz o co chodzi – wtedy Harry
oderwał się od jego torsu i spojrzał mu prosto w oczy, a następnie oznajmił :
- To nie są łzy smutku, tylko szczęścia. Szczęścia, że taki
cudowny mężczyzna, jak ty mnie pokochał. I wiesz, co? Mimo, że jesteś taki
piękny i cudowny, jesteś też idiotą, bo jak mogłeś pomyśleć, że ten pocałunek
nic dla mnie nie znaczył? To nie było
spowodowane przez procenty, alkohol dodał mi jedynie odwagi i wiesz co? Nie
spodziewałem się, że kiedykolwiek powiem to jakiemuś mężczyźnie, ale też cię
kocham – po tych ostatnich słowach Hazz
ponownie połączył ich usta w namiętnym
pocałunku. Tym razem, jednak w pełni świadomie, deklarując przy tym
gotowość do życia z tym słodkim gejem w
rozczochranej grzywce.
Lou był tym wszystkim oszołomiony. Nie spodziewał się
takiego obrotu sprawy, ale jednocześnie rozpierała go radość. Teraz poczuł, że
mając u boku Harrego może wszystko.
*Nazwa klubu wymyślona na potrzeby opowiadania.
CZYTASZ=KOMENTUJESZ
środa, 28 sierpnia 2013
City Club - rozdział 8.
Minął już tydzień od przyjazdu chłopców na Florydę.
Cały czas świetnie się bawili. Praktycznie każdego wieczoru wychodzili na jakąś
imprezę. Louis poznał Harrego z jego dawnymi znajomymi, jednak Loczkowi nie
przypadli oni zbytnio do gustu, ponieważ zauważył, że podejrzanie się
zachowują. Szczególnie taki jeden Nick, który ciągle wręczał różnym osobom
takie małe opakowania. Harremu wydawało się, że były to narkotyki, ale nie miał pewności, dlatego pewnego
wieczoru, gdy wracali właśnie z kolejnej imprezy spytał o to Lou, bo myślał, że
może on wie coś na ten temat.
- Ej, możesz mi powiedzieć o co chodzi z tym
Nickiem i resztą twoich znajomych? Oni jakoś dziwnie się zachowują.
- Nie rozumiem o co masz na myśli – odparł Boo i
usiadł na dużym kamieniu, który znajdował się blisko stawu, a Harry po chwili
do niego dołączył i próbował wyjaśnić o co mu chodzi.
- No widzisz, bo mi się wydaje, że..oni..mają coś
wspólnego z narkotykami..
Gdy Lou w końcu zrozumiał o czym mówi Hazz, na
jego twarzy pojawiły się różne emocje. Jakby smutek, żal i..nawet złość? Jego
dłonie były zaciśnięte w pięść.
- Ej, Lou. Powiedziałem coś nie tak? Proszę,
spójrz na mnie – Harry złapał przyjaciela za podbródek i teraz byli ze sobą twarzą
w twarz. Z oczu Tomlinsona spływały pojedyncze łzy.
- Ja, ja.. myślałem, że oni z tym skończyli –
wybełkotał w końcu i ukrył swoją twarz w dłoniach.
- To znaczy, że ty o tym wiedziałeś? Louis, proszę
powiedz mi o co tutaj chodzi? – poprosił Hazz, który był teraz kompletnie
zdezorientowany.
- Nie mogę, jeśli się o tym dowiesz, znowu mnie
znienawidzisz.
- Oh, Boże, Lou. Posłuchaj mnie. Jesteś moim
najlepszym przyjacielem i teraz nie mógłbym od tak znienawidzić cię tylko ze
wględu na twoją przeszłość. To co powiesz mi? – uśmiechnął się pocieszająco
Harry i objął kumpla w pasie.
- Yhh, jesteś pierwszą osobą, której o tym powiem,
ponieważ ja się strasznie tego wstydzę, gdybym tylko mógł cofnąć czas, na pewno
bym tego nie zrobił ponownie. Naprawdę – po tych słowach przez ciało Louisa
przeszedł dreszcz, dlatego Hazz zaczął wykonać koliste ruchy na jego plecach w
uspokajającym geście.
- Spokojnie.
- No więc, tak – Lou wziął głęboki oddech i
rozpoczął swoją historię – Tych ludzi znam od zawsze. Chodziliśmy ze sobą do
szkoły i w ogóle. Pewnego dnia spotkaliśmy się jak zwykle na tym samym placu
zabaw niedaleko naszych domów, ale wtedy Cameron przyniósł ze sobą działkę
kokainy. Powiedział, że dał mu ją jakiś koleś, gdy wracał ze szkoły. Mieliśmy
wtedy może z 14 lat, Narkotyki znaliśmy tylko z filmów. Nic o nich tak naprawdę
nie wiedzieliśmy, więc każdy z nas wciągnął po trochę. Spodobało się nam,
dlatego Cameron zaczął przynosić tego więcej. Nie mówił skąd to bierze, a my o
nic nie pytaliśmy. Któregoś dnia go złapali, był proces. Potem wsadzili go do
poprawczaka. Jednak nam wciąż było mało. Siedzieliśmy w tym po uszy. W końcu
wpadliśmy na pomysł, że skoro inni to sprzedają i z tego żyją, to my też
możemy. I tak też się stało, robiliśmy to chyba przez pół roku, ale pewnego
dnia Clare, Katy, Daniela i Toma zgarnęli. Mnie wtedy nie było w mieście,
miałem szczęście. Oni też mnie nie wydali, po tym wszystkim opowiedziałem o tym
rodzicom. Oni załatwili mi terapię i jakoś z tego wyszedłem. Więcej do tego nie
wróciłem i nie mam zamiaru. Miałem tylko nadzieję, że oni też się opamiętają,
ale jak widać to było silniejsze. Szkoda – po tych ostatnich słowach Louis
rozpłakał się. Łkał tak przez dłuższą chwilę, przytulony do torsu Harrego. Jego
również wzruszyła ta historia. W życiu by się czegoś takiego nie spodziewał.
W końcu Styles przerwał tę ciszę :
- To jest naprawdę bardzo smutne i współczuję ci,
że musiałeś przez to wszystko przechodzić.
Przykro mi, że twoi znajomi do tego wrócili.
- Daj spokój. Sam się w to wpakowałem, więc nie ma
mi czego współczuć – Lou spojrzał Harremu głęboko w oczy. Wtedy Loczek zaczął
przyglądać się oświetlonej przez księżyc twarzy Tomlinsona i poczuł taki dziwny
impuls. Poczuł, że właśnie teraz powinien go pocałował. I zrobił to. Nie myślał
o konsekwencjach tego zdarzenia, po prostu cieszył się, że drugi chłopak
odwzajemnił i pogłębił pocałunek.
wtorek, 20 sierpnia 2013
City Club - rozdział 7.
Po czterech godzinach lotu samolot w końcu
wylądował. Niestety Harry nawet tego nie zauważył, ponieważ większość drogi
przespał, dlatego Lou musiał go obudzić :
- Harruś, już jesteśmy. Obudź się – powiedział
delikatnym tonem i potrząsnął lekko przyjacielem.
- Ehh, już? To super – odpowiedział Loczek
przecierając oczy, a następnie dodał – ale nigdy więcej nie mów do mnie Harruś.
To denerwujące.
- Oh, w porządku, a więc jak się mam do ciebie
zwracać? – spytał starszy chłopak, odbierając ich bagaż.
- Hmm..nie mam pojęcia. Wymyśl coś.
Przyjaciele wyszli z lotniska, a potem wsiedli do
taksówki, w której Louis zaczął się zastanawiać nad ksywką dla Harrego. I tak
droga, którą musieli pokonać, żeby znaleźć się w domku rodziny Tomlinsona
minęła im w ekspresowym tempie. Cały czas śmiali się z idiotycznych przezwisk,
jakie padały z ust Lou. Niestety Hazzie żadne z nich nie przypadło do gustu,
więc stanęło na zwykłym Harry.
- A ja jak mam do ciebie mówić? – spytał nagle
Styles.
- Moja mama mówi do mnie Boo Bear, więc ty też
możesz.
- Oh, Boo Bear. Jak słodko, to do ciebie pasuje –
powiedział Loczek, a Lou zaczerwienił się lekko na ten komentarz.
W końcu, po chwili chłopcy byli już na miejscu.
Harry nie mógł wyjść z podziwu. Był to chyba najpiękniejszy dom jaki
kiedykolwiek widział. Cały budynek był wykonany z drewna, na tarasie wisiały
doniczki z lawendą, która kolorystycznie pasowała do jasno fioletowego obrusu,
którym był okryty stół, który stał pod zadaszeniem. W ogrodzie z kolei rosły
świeżo przystrzyżone krzaki i różnorodne kwiaty, które kusiły swym zapachem.
- Pięknie – powiedział Hazz.
Louis słysząc to oznajmił :
- Tak, moi rodzice ciężko pracowali, żeby
wybudować ten dom.
Harry chciał coś odpowiedzieć, ale wtedy wielkie
mahoniowe drzwi otworzyły się z hukiem, a z willi wybiegła ciemnowłosa
kobieta, która mogła mieć około 40 lat.
- Mama? – krzyknął Louis.
- Jezu, Lou co ty tu robisz? – kobieta rzuciła się
chłopakowi na szyję, a Harry przyglądał się z boku tej sytuacji lekko
zdezorientowany.
- Przecież, gdy ostatnio rozmawialiśmy, mówiłem
ci, że przyjadę z Harrym na dwa
tygodnie. Ty z kolei powiedziałaś, że w tym roku jedziecie z ojcem gdzieś
indziej, więc to chyba ja powinienem zapytać co tutaj robisz, mamo?!
- Ah, no tak kompletnie wyleciało mi z głowy. Nie
martw się synku, nie będziemy tu z wami siedzieć. Po prostu musieliśmy wpaść po
zestaw do nurkowania, bo zostawiliśmy go tutaj w zeszłe wakacje. Poczekaj,
zawołam tatę, to przedstawisz nam swojego chłopaka.
- Ale to nie jest mój chłopak! – zaprotestował
Louis.
- Oh, daj spokój kochanie. Ty zawsze dostajesz to
czego chcesz – odpowiedziała kobieta, a Hazz wytrzeszczył oczy ze zdziwienia.
- Mark, chodź tutaj! Louis przyjechał ! –
krzyknęła kobieta.
Po chwili na ganku pojawił się się dość wysoki
mężczyzna, w okularach. Ubrany był w granatową koszulkę polo i białe spodnie.
Jego stopy okalały skórzane mokasyny. Według Harrego wyglądał na porządnego
człowieka i pewnie tak też było.
- Witaj młody chłopcze. Jestem Mark Tomlinson,
ojczym Louisa – mężczyzna podał rękę Harremu.
- Dzień dobry, Harry Styles, jego przyjaciel –
uśmiechnął się pogodnie Loczek.
- Kiedy w końcu wyjeżdżacie? – wypalił nagle Lou.
- Widzę, że chcesz się nas, jak najszybciej
pozbyć, ale nie martw się wyjeżdżamy jeszcze dziś wieczorem, a wy macie jakieś
plany? – spytał Mark.
- Jak, na razie nie, ale pewnie pójdziemy do
jakiegoś klubu albo na plażę – oznajmił starszy chłopak i poprawił sobie
grzywkę, która jak zwykle była w nieładzie.
- Myhmm, tylko uważaj, żeby nikt ci go nie wyrwał
– powiedziała szeptem do Louisa jego mama, gdy wchodzili do domu, na co on
wydał z siebie jęk:
- Mamo!
Potem wszyscy razem zjedli obiad, który okazał się
być bardzo smaczny. Podczas posiłku rozmawiali o tym, jak Hazz i Lou się
poznali. Oczywiście nie wnikali w szczegóły ich początkowej znajomości,bo ta
nie byłą za ciekawa. Wieczorem Jay i Mark odjechali, a chłopcy zostali sami.
Wtedy Louis zapytał :
- Chcesz gdzieś wyjść?
- Wiesz, jestem trochę zmęczony podróżą, więc
mógłbyś pokazać mi mój pokój? Chciałbym się położyć – odpowiedział jego
przyjaciel.
- Tak, jasne.
Tomlinson zaczął oprowadzać Harrego po domu,
pokazał mu kuchnię, łazienkę, jego pokój, a na końcu pokój, który miał
tymczasowo należeć do Harrego. Był on niewielki. Znajdowało się w nim
jednoosobowe łóżko, pokryte jasną narzutą, szafa oraz stolik, na którym leżało
kilka płyt. Na ciemnej podłodze leżał mięciutki, kolorowy dywan.
- To jeszcze raz dziękuję za zaproszenie i
obiecuję, że jutro gdzieś wyjdziemy, dziś po prostu nie mam siły.
- Nie ma sprawy, tylko proszę, nie przejmuj się
tym, co mówiła na początku moja mama. Wiesz.. o tym, że jesteś moim chłopakiem
i w ogóle. Ona czasem wygaduje takie głupoty – wyjaśnił Lou i lekko
poczerwieniał.
- W
porządku. Dobranoc Boo Bear – mrugnął do kumpla Hazz i zniknął za drzwiami
swojego pokoju.
Harry przez
dłuższy czas nie mógł zasnąć na nowym miejscu, dlatego oddał się przemyśleniom
na temat tego, czy mógłby związać się na dłużej z mężczyzną. W końcu całował
się już z chłopakiem na jednej z tych dzikich imprez, które urządzali jego
kumple, ale stały związek?
- No nie wiem – powiedział sam do siebie i nagle
zasnął.
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)