sobota, 28 września 2013

City Club - rozdział 12.


Gdy Harry nie wracał przez dłuższy czas, Louis postanowił go poszukać. Oczywiście nie musiał szukać daleko, bo już, kiedy wyszedł z domu, zauważył chłopaka, siedzącego na krawężniku chodnika. Lou usiadł obok niego i objął go ramieniem, i dopiero wtedy zauważył, że Loczek jest cały zapłakany, dlatego zapytał :
- Kochanie, co się stało? Co twoja mama powiedziała?
- Ona mnie nienawidzi. Jestem obrzydliwy – załkał Harry, a Louisa wmurowało w ziemie – Jak ona mogła mu coś takiego zrobić – pomyślał, a następnie zaproponował – Chodź, pójdziemy do domu, nie będziemy siedzieć na chodniku, tam mi wszystko opowiesz.
- Nie, nie chcę, żeby twoi rodzice widzieli mnie w takim stanie – zaprotestował Hazz.
- Spokojnie, powiem im, żeby odwiedzili nas innym razem, a ty w tym czasie pójdziesz się trochę ogarnąć do łazienki. Oni na pewno to zrozumieją – uspokoił go Tomlinson.
I tak też się stało. Gdy chłopcy weszli do mieszkania, Harry zniknął za drzwiami łazienki, a Lou przeprowadził krótką rozmowę z rodzicami, podczas której wszystko im wyjaśnił. Ci z kolei wyrazi swoją dezaprobatę na temat zachowania matki Harrego i polecili synowi, żeby przekazał swojemu chłopakowi, że nie ma się niczym martwić, bo u nich zawsze będzie mógł znaleźć wsparcie. Po tych słowach wyszli, a Louis zapukał do łazienki, jednak nikt się nie odzywał, dlatego zrobił to ponownie, ale znowu odpowiedzią była jedynie cisza, dlatego nacisnął na klamkę i okazało się drzwi były otwarte. Lou wszedł do środka i ujrzał Harrego siedzące na krawędzi wanny.  W jego dłoni znajdowała się połyskująca, srebrna żyletka, niestety już zakrwawiona, podobnie jak ręka chłopaka. Tomlinsona przeraził ten widok i początkowo nie wiedział,co powinien zrobić, ale po chwili opamiętał się i szybko wyjął ostrze z ręki ukochanego, a następnie opatrzył jego rany i zawinął poraniony nadgarstek w bandaż. Był zły na siebie, że nie zareagował wcześniej, obwiniał się o to, sądził, że to przez niego Harry się samookaleczał, bo przecież gdyby nie on, to jego matka nigdy by tak nie zareagowała. W jego głowie szalały różne emocje od złości przez zażenowanie do totalnej bezsilności. Musiał się jakoś uspokoić, bo przecież czekała go rozmowa z Harrym, dlatego, gdy przez chwilę pomyślał o czym innym, w końcu zapytał z troską w głosie:
- Harry, dlaczego to zrobiłeś? Przecież mogłeś wyrządzić sobie krzywdę, to nie jest dobry sposób na rozwiązywanie problemów...
- Jestem obrzydliwy. My jesteśmy obrzydliwi – odpowiedział Hazz, patrząc na Louisa tępym wzrokiem. Starszy chłopak nie wiedział, co odpowiedzieć. Te słowa przeszyły go na wylot, tak jakby ktoś dźgnął go nożem. Wiedział, że Hazz tak naprawdę tak nie myśli, jednak te słowa zabolały go, ale nie chciał tego okazywać. Dopiero po chwili zorientował się, że  wciąż tkwią w łazience, dlatego zaprowadził Stylesa do salonu i usadowił go na kanapie. Zostawił go na chwilę, żeby poszukać koca, którym mógłby go okryć. Kiedy wrócił, usiadł na rogu sofy i położył sobie głowę ukochanego na kolanach, owijając go szczelnie kocem, jakby bał się, że może zamarznąć, a przecież był dopiero sierpień. Co prawda deszczowy, ale jednak. Głaskał go po głowie, gładząc jego miękkie loki, jednak Harry nie wydobył z siebie ani słowa, więc Lou zdecydował się coś powiedzieć :
- Hazz, słońce, posłuchaj mnie. Wiem, że ta sytuacja jest dla ciebie trudna, ale przecież nie mogłeś żyć w ukryciu, tylko dla tego, że twoja mama pragnie czegoś innego. To jest twoje życie, a nie jej, więc  to ty powinieneś być szczęśliwy.  Wybacz, za to, co powiem, ale uważam, że skoro ona nie potrafi zaakceptować cię takim, jakim jesteś, to na ciebie nie zasługuje. Może to zbyt mocne słowa, w  tym momencie, ale takie jest moje zdanie. Może to jest moja wina, namieszałem ci głowie, może gdybyś mnie nie poznał to twoje życie potoczyło by się zupełnie inaczej? Nie wiem, ale chce żebyś był świadomy tego, że ja będę cię kochał bez wględu na to, co się stanie. Zrobiłbym dla ciebie wszystko, jestem gotowy nawet poświęcić życie, bo jestem w tobie szalenie zakochany. Każdego dnia sobie to uświadamiam. Jesteś takim moim, małym uzależnieniem. Nie wyobrażam sobie bez ciebie życia, nawet, gdy wychodzisz na pół godziny do sklepu, to ja tęsknię jak idiota. Może nie znamy się długo i nie mamy pięcioletniego stażu w związku, ale każdym dzień z tobą jest moim najlepszym jaki tylko mógłbym sobie wymarzyć, wieć wiedz, że chce dla ciebie jak najlepiej, dlatego jeśli stwierdzisz, że miłość twojej mamy jest dla ciebie ważniejsza, ja to zrozumiem...
Po tych słowach Louis umilkł i usłyszał jedynie głośny szloch swoje chłopaka. Harry leżąc wciąż na jego kolanach, objął rękami jego brzuch, przytulając się do niego  i płakał tak przez dłuższy czas, mocząc przy tym koszulkę Boo, na której pojawiły się już mokre plamy, ale to nie miało dla żadnego z nich większego znaczenia. W końcu, gdy Hazz po pewnym czasie poukładał sobie w wszystko w głowie i trochę się uspokoił zaczął mówić :
- Lou, przepraszam cię, to w żadnym wypadku nie jest twoja wina. Ja po prostu nie panuję nad sobą, bo to jest w końcu moja mama, którą kochałem przez całe swoje życie i nie chciałem, żeby ona tak to odebrała. Niestety okazało się, że obchodzi ją opinia ludzi, niż uczucia własnego syna. Cóż mam nadzieję, że kiedyś zmieni zdanie. Ja również cię kocham i ty jesteś dla mnie najważniejszy i nie rozumiem, dlaczego pomyślałeś, że mógłbym od ciebie odejść ze względu na tę sytuację. Kocham cię zbyt mocno, żeby coś takiego zrobić – Boo wzruszyły te słowa i na jego policzkach również pojawiły się pojedyncze łzy, które otarł rękawem swojej bluzy, a następnie odrzekł – Ja po prostu nie chcę, żebyś żałował tego wszystkiego.
- Niczego nie będę żałować, a na pewno nie tego, że cię poznałem – Harry złożył na ustach Lou delikatny pocałunek, a potem zaczął usypywać gorącymi, pełnymi pożądania pocałunkami szyję ukochanego, jednak tę namiętną chwilę przerwał Tomlinson mówiąc – Eemm, Harry, a co ty na to, żebyśmy zamieszkali razem? – Jednak widząc, że Hazz waha sie nad odpowiedzią dodał- Oczywiście nie musisz odpowiadać teraz.
- Jasne, wiesz, co.. bardzo bym chciał.. ale muszę najpierw porozmawiać z Niallem i Zaynem, w końcu mieszkam z nimi od dwóch lat.
- Ok, w porządku.
Przez resztę wieczoru para oglądała jakieś filmy na DVD oraz idiotyczne talk show, obrzucając się przy tym Popcornem. Kiedy Hazz poczuł się zmęczony, Louis odwiózł go do domu i zaprowadził na górę, do mieszkania, tak aby nie obudzić chłopaków, którzy pewnie już spali.
- Pa, do jutra. Śpij dobrze, kochanie – powiedział na odchodne Tomlinson i wrócił do siebie, gdzie przez całą noc rozmyślał o wydarzeniach z dzisiejszego dnia.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz