Dwa tygodnie na
Florydzie minęły w mgnieniu oka. Teraz chłopcy znowu stali na lotnisku z
ogromnymi walizkami i czekali na swój samolot. Wraz z nimi byli tam też znajomi
Louisa, którzy obiecali, że następnym razem to oni odwiedzą ich w Londynie.
Dali im również słowo, że kończą z narkotykami i że pójdą na odwyk. To trochę
uspokoiło Harrego, ponieważ ostatnim czasie również ich polubił.
W końcu po długich
pożegnaniach i kilku godzinach lotu para byłą z powrotem w swoim rodzinnym
mieście. Czekali właśnie na swoją taksówkę, kiedy Lou zapytał :
- Harry, rozumiem, że
ty teraz jedziesz do twojego mieszkania, tak?
- Tak. Wysłałem
sms-a Zaynowi i powiedział, że już na
mnie czekają – Harry był bardzo zżyty ze
swoimi współlokatorami i stęsknił się za nimi przez tak długą nieobecność,
dlatego też zależało mu na spotkaniu z nimi.
- Ok, ok, a wpadniesz
do mnie później?
- Jasne, tylko Lou.. Ja
nie mam pojęcia, gdzie ty mieszkasz – odparł lekko zmieszany Hazz.
- Ah, idiota ze mnie. No tak, przez to
wszystko nawet nie zdążyłem zaprosić cię do mojego mieszkania. Adres wyślę ci
sms-em.
- W porządku. To do
zobaczenia później – po tych słowach Loczka każdy z nich wsiadł do osobnej
taksówki i odjechał do swojego mieszkania.
Po kilku minutach jazdy
Harry stał już pod drzwiami swojego domu, lecz gdy tylko nacisnął klamkę,
podbiegli do niego jego przyjaciele i rzucili mu się na szyję, nie zważając na
jego bagaże, które wypadły mu z rąk i poturlały się w dalszą część mieszkanka.
W końcu, kiedy już się należycie przywitali, chłopcy zaczęli wypytywać Harrego
o jego wrażenia z wakacji.
- No opowiadaj jak
było?
- No, a jak miało być?
Dużo imprez, świetna pogoda, zajebiści ludzie... – mówił dosyć tajemniczo Hazz
- A poznałeś tam kogoś?
– ciągnął dalej Zayn.
- Tak, zaprzyjaźniłem
się ze znajomymi Louisa, mimo że początkowo źle ich oceniałem.
- Oh, nie o to mi
chodziło. Myślałem, o tym czy wyrwałeś tam jakąś dupeczkę? – uśmiechnął się
zawadiacko Mulat.
- Aaa. Tak. Wyrwałem
najcudowniejszą dupeczkę pod słońcem. Ma niebieskie oczy, opalaną skórę i
najlepszy tyłek jaki kiedykolwiek widziałem – odpowiedział Harry, a kąciki
jego ust automatycznie uniosły się do góry na wspomnienie o jego chłopaku.
- Boże, rzeczywiście
brzmi jak ideał. Musisz nam ją kiedyś przedstawić – rozmarzył się Nialler.
- Oczywiście, ale teraz
idę wziąć prysznic, a potem wychodzę. Jak chcecie może wyjąć sobie z mojej
walizki prezenty, które dla was przywiozłem. Mam nadzieję, że wam się spodobają
– rzucił Loczek wchodząc do łazienki, a jego kumple nawet nie czekając aż Hazz dokończy
zdanie zabrali się za przeszukiwanie jego torby.
Po tym jak Styles
wyszedł spod prysznica i włożył na siebie białą, idealnie wyprasowaną koszulę,
i granatowe, mocno dopasowane rurki, a Niall i Zayn stwierdzili, że na pewno
wystroił się tak dla tej, jak sądzili jego nowej dziewczyny szybko wyszedł z
domu i udał się na autobus, który miał go zawieźć pod dom ukochanego. Gdy już
się tam znalazł, sprawdził jeszcze raz czy na pewno się nie pomylił i czy
dotarł na wzskazany adres, a kiedy wszystko się zgadzało zapukał do czarnych,
przeszklonych drzwi. Po chwili pojawił
się w nich Lou, który zaprosił swojego gościa do środka. Mieszkanie było dużo
większe od tego, które wynajmował Hazz z kolegami. We większości pomieszczeń
ściany miały jasny odcień, a meble były wykonane z wysokiej klasy, ciemnego
drewna, co tworzyło ciekawy kontrast.Po środku salonu stała czerwona kanapa, na
której usiadł Harry. Naprzeciwko znajdował się kominek, a nad nim wisiały
zdjęcia Tomlisnona z jego młodszymi siostrami, na których widok twarz Loczka od
razu pojaśniała. Tą jakże wnikliwą obserwacje przerwał głos Lou, który
dochodził z kuchni :
- Chcesz coś do picia?
Przepraszam, ale będziesz musiał chwilę zaczekać, ponieważ kurczak się jeszcze
piecze.
- Jaki kurczak? –
zapytał zaskoczony Hazz i podążył za wspaniałym zapachem, docierając do
średniej wielkości pomieszczenia, w którym na ścianach i podłodze były ułożone
pomarańczowe i czarne kafelki, a na kuchennych szafkach stało pełno misek,
garnków i talerzy, bo jak widać Tomlinson nie nadążał z gotowaniem i
sprzątaniem jednocześnie.
- Wybacz, że ci nie
powiedziałem, ale to miała być niespodzianka. Właśnie przygotowuję dla nas
romantyczną kolację.
- Oh, Lou. Coraz
bardziej mnie zaskakujesz.
- To chyba dobrze?
- Bardzo dobrze – uśmiechnął
się wesoło Loczek.
Po zjedzeniu kolacji,
która smakowała naprawdę wybornie, za co Harry cały czas chwalił Louisa, a ten
się rumienił, chłopcy postanowili obejrzeć jakiś film. Oczywiście Lou, uparł
się, że musi to być jakiś horror, mimo że zawsze się wtedy trzęsie ze strachu,
ale to przecież idealny powód, żeby przytulić się do swojego ukochanego,
nieprawdaż? W końcu Hazz przystał na tę propozycję, ale jego głowę zaczęło
zaprzątać coś zupełnie innego. Wciąż myślał o tym, skąd Louis ma tyle pieniędzy.
Przecież to mieszkanie, meble na pewno sporo kosztowały, a niedawno kupił też
nowe auto. Lou nie wspominał, jednak, że ma jakąś pracę, więc Styles był
odrobinę zaniepokojony, dlatego postanowił zapytać o to swojego chłopaka :
- Boo, a czy ty masz jakąś
pracę?
- Na razie nie, a
dlaczego pytasz? – Hazz zrobił w tym momencie dziwną minę, ponieważ nie
wiedział, co ma odpowiedzieć, ale wtedy Tomlinson wszystko zrozumiał – Ah, no
tak. Pewnie zastanawiasz się skąd mam kasę na ten dom i w ogóle, prawda?
- Eem..no w pewnym
sensie tak.. – Harry się lekko zaczerwienił.
- Ok, w takim razie
uspokoję cię. Nie, nie kradnę, ani nic z tych rzeczy. Po prostu jak na razie nie
mogę znaleźć pracy, a moi kochani rodzice nie mają robić z forsą, więc
inwestują w swojego synka – wyjaśnił młody mężczyzna.
- Kurde, ja nie miałem
na myśli tego, że kradniesz, czy coś – odpowiedział zakłopotany Hazz.
- Wiem kochanie, wiem.
Tylko żartowałem, no już nie spinaj się tak – Lou objął Loczka ramieniem, a ten
się trochę rozluźnił.
- W porządku
przepraszam. Z drugiej strony ja też bym chciał mieć takich rodziców.
Zauważyłem, że masz z nimi świetny kontakt.
- No tak, to prawda.
Zawsze byłem z nimi blisko, tak samo jak z moim rodzeństwem. A co z twoimi
rodzicami? Może zaprosimy kiedyś twoich i moich na jakiś obiad czy coś i wtedy
im o nas powiemy, hmm? – Louis posłał pytające spojrzeniu Stylesowi.
- Eee.. Mój tata jest
w.. więzieniu – wydusił z siebie Hazz.
- Oh, przepraszam, nie
wiedziałem..
- Jasne, ok. Skąd
miałeś wiedzieć. Wiesz, może moja mama przyjdzie, tylko ja..Ja się boję, Lou.
Co jak ona mnie znienawidzi? Przecież ona od zawsze marzyła o tym, że się
ożenie, a ona będzie miała wnuki..- młodszy chłopak ułożył swoją głowę w
zagłębieniu szyji Louisa.
- Daj spokój. To twoja
mama, ona na pewno nadal będzie kochała cię takim, jakim jesteś.
- A co jeśli nie?
- A jeśli nie to ja i tak będę cię
kochał, pomimo wszystko. No już, nie zamartwiaj się na zapas, proszę – Lou
uśmiechnął się pocieszająco, a Hazz odwzajemnił to, jednak różne obawy wciąż chodziły
mu po głowie.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz