środa, 11 września 2013

City Club - rozdział 10.

Dwa tygodnie na Florydzie minęły w mgnieniu oka. Teraz chłopcy znowu stali na lotnisku z ogromnymi walizkami i czekali na swój samolot. Wraz z nimi byli tam też znajomi Louisa, którzy obiecali, że następnym razem to oni odwiedzą ich w Londynie. Dali im również słowo, że kończą z narkotykami i że pójdą na odwyk. To trochę uspokoiło Harrego, ponieważ ostatnim czasie również ich polubił.

W końcu po długich pożegnaniach i kilku godzinach lotu para byłą z powrotem w swoim rodzinnym mieście. Czekali właśnie na swoją taksówkę, kiedy Lou zapytał :

- Harry, rozumiem, że ty teraz jedziesz do twojego mieszkania, tak?
- Tak. Wysłałem sms-a  Zaynowi i powiedział, że już na mnie czekają –  Harry był bardzo zżyty ze swoimi współlokatorami i stęsknił się za nimi przez tak długą nieobecność, dlatego też zależało mu na spotkaniu z nimi.
- Ok, ok, a wpadniesz do mnie później?
- Jasne, tylko Lou.. Ja nie mam pojęcia, gdzie ty mieszkasz – odparł lekko zmieszany Hazz.
- Ah, idiota ze mnie. No tak, przez to wszystko nawet nie zdążyłem zaprosić cię do mojego mieszkania. Adres wyślę ci sms-em.

- W porządku. To do zobaczenia później – po tych słowach Loczka każdy z nich wsiadł do osobnej taksówki i odjechał do swojego mieszkania.
Po kilku minutach jazdy Harry stał już pod drzwiami swojego domu, lecz gdy tylko nacisnął klamkę, podbiegli do niego jego przyjaciele i rzucili mu się na szyję, nie zważając na jego bagaże, które wypadły mu z rąk i poturlały się w dalszą część mieszkanka. W końcu, kiedy już się należycie przywitali, chłopcy zaczęli wypytywać Harrego o jego wrażenia z wakacji.
- No opowiadaj jak było?
- No, a jak miało być? Dużo imprez, świetna pogoda, zajebiści ludzie... – mówił dosyć tajemniczo Hazz
- A poznałeś tam kogoś? – ciągnął dalej Zayn.
- Tak, zaprzyjaźniłem się ze znajomymi Louisa, mimo że początkowo źle ich oceniałem.
- Oh, nie o to mi chodziło. Myślałem, o tym czy wyrwałeś tam jakąś dupeczkę? – uśmiechnął się zawadiacko Mulat.
- Aaa. Tak. Wyrwałem najcudowniejszą dupeczkę pod słońcem. Ma niebieskie oczy, opalaną skórę i najlepszy tyłek jaki kiedykolwiek widziałem – odpowiedział Harry, a kąciki jego ust automatycznie uniosły się do góry na wspomnienie o jego chłopaku.
- Boże, rzeczywiście brzmi jak ideał. Musisz nam ją kiedyś przedstawić – rozmarzył się Nialler.
- Oczywiście, ale teraz idę wziąć prysznic, a potem wychodzę. Jak chcecie może wyjąć sobie z mojej walizki prezenty, które dla was przywiozłem. Mam nadzieję, że wam się spodobają – rzucił Loczek wchodząc do łazienki, a jego kumple nawet nie czekając aż Hazz dokończy zdanie zabrali się za przeszukiwanie jego torby.

Po tym jak Styles wyszedł spod prysznica i włożył na siebie białą, idealnie wyprasowaną koszulę, i granatowe, mocno dopasowane rurki, a Niall i Zayn stwierdzili, że na pewno wystroił się tak dla tej, jak sądzili jego nowej dziewczyny szybko wyszedł z domu i udał się na autobus, który miał go zawieźć pod dom ukochanego. Gdy już się tam znalazł, sprawdził jeszcze raz czy na pewno się nie pomylił i czy dotarł na wzskazany adres, a kiedy wszystko się zgadzało zapukał do czarnych, przeszklonych drzwi.  Po chwili pojawił się w nich Lou, który zaprosił swojego gościa do środka. Mieszkanie było dużo większe od tego, które wynajmował Hazz z kolegami. We większości pomieszczeń ściany miały jasny odcień, a meble były wykonane z wysokiej klasy, ciemnego drewna, co tworzyło ciekawy kontrast.Po środku salonu stała czerwona kanapa, na której usiadł Harry. Naprzeciwko znajdował się kominek, a nad nim wisiały zdjęcia Tomlisnona z jego młodszymi siostrami, na których widok twarz Loczka od razu pojaśniała. Tą jakże wnikliwą obserwacje przerwał głos Lou, który dochodził z kuchni :

- Chcesz coś do picia? Przepraszam, ale będziesz musiał chwilę zaczekać, ponieważ kurczak się jeszcze piecze.
- Jaki kurczak? – zapytał zaskoczony Hazz i podążył za wspaniałym zapachem, docierając do średniej wielkości pomieszczenia, w którym na ścianach i podłodze były ułożone pomarańczowe i czarne kafelki, a na kuchennych szafkach stało pełno misek, garnków i talerzy, bo jak widać Tomlinson nie nadążał z gotowaniem i sprzątaniem jednocześnie.
- Wybacz, że ci nie powiedziałem, ale to miała być niespodzianka. Właśnie przygotowuję dla nas romantyczną kolację.
- Oh, Lou. Coraz bardziej mnie zaskakujesz.
- To chyba dobrze?
- Bardzo dobrze – uśmiechnął się wesoło Loczek.

Po zjedzeniu kolacji, która smakowała naprawdę wybornie, za co Harry cały czas chwalił Louisa, a ten się rumienił, chłopcy postanowili obejrzeć jakiś film. Oczywiście Lou, uparł się, że musi to być jakiś horror, mimo że zawsze się wtedy trzęsie ze strachu, ale to przecież idealny powód, żeby przytulić się do swojego ukochanego, nieprawdaż? W końcu Hazz przystał na tę propozycję, ale jego głowę zaczęło zaprzątać coś zupełnie innego. Wciąż myślał o tym, skąd Louis ma tyle pieniędzy. Przecież to mieszkanie, meble na pewno sporo kosztowały, a niedawno kupił też nowe auto. Lou nie wspominał, jednak, że ma jakąś pracę, więc Styles był odrobinę zaniepokojony, dlatego postanowił zapytać o to swojego chłopaka :

- Boo, a czy ty masz jakąś pracę?
- Na razie nie, a dlaczego pytasz? – Hazz zrobił w tym momencie dziwną minę, ponieważ nie wiedział, co ma odpowiedzieć, ale wtedy Tomlinson wszystko zrozumiał – Ah, no tak. Pewnie zastanawiasz się skąd mam kasę na ten dom i w ogóle, prawda?
- Eem..no w pewnym sensie tak.. – Harry się lekko zaczerwienił.
- Ok, w takim razie uspokoję cię. Nie, nie kradnę, ani nic z tych rzeczy. Po prostu jak na razie nie mogę znaleźć pracy, a moi kochani rodzice nie mają robić z forsą, więc inwestują w swojego synka – wyjaśnił młody mężczyzna.
- Kurde, ja nie miałem na myśli tego, że kradniesz, czy coś – odpowiedział zakłopotany Hazz.
- Wiem kochanie, wiem. Tylko żartowałem, no już nie spinaj się tak – Lou objął Loczka ramieniem, a ten się trochę rozluźnił.
- W porządku przepraszam. Z drugiej strony ja też bym chciał mieć takich rodziców. Zauważyłem, że masz z nimi świetny kontakt.
- No tak, to prawda. Zawsze byłem z nimi blisko, tak samo jak z moim rodzeństwem. A co z twoimi rodzicami? Może zaprosimy kiedyś twoich i moich na jakiś obiad czy coś i wtedy im o nas powiemy, hmm? – Louis posłał pytające spojrzeniu Stylesowi.
- Eee.. Mój tata jest w.. więzieniu – wydusił z siebie Hazz.
- Oh, przepraszam, nie wiedziałem..
- Jasne, ok. Skąd miałeś wiedzieć. Wiesz, może moja mama przyjdzie, tylko ja..Ja się boję, Lou. Co jak ona mnie znienawidzi? Przecież ona od zawsze marzyła o tym, że się ożenie, a ona będzie miała wnuki..- młodszy chłopak ułożył swoją głowę w zagłębieniu szyji Louisa.
- Daj spokój. To twoja mama, ona na pewno nadal będzie kochała cię takim, jakim jesteś.
- A co jeśli nie?
- A jeśli nie to ja i tak będę cię kochał, pomimo wszystko. No już, nie zamartwiaj się na zapas, proszę – Lou uśmiechnął się pocieszająco, a Hazz odwzajemnił to, jednak różne obawy wciąż chodziły mu po głowie.



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz