wtorek, 13 sierpnia 2013

City Club - rozdział 6.

Na szczęście w końcu przyszły upragnione wakacje i Harry nie musiał wstać wcześnie rano, żeby iść na uczelnię, więc chciał trochę dłużej pospać, jednak już około ósmej odezwał się jego telefon, a na wyświetlaczu pojawiło się imię Louis.
- Jezu, stary wiesz, która jest godzina? – spytał sfrustrowany.
- Oh, nie marudź, tylko lepiej jak najszybciej zwlecz tą swoją dupę z łóżka, bo będę u was za kilka minut z propozycją nie do odrzucenia – odpowiedział młody mężczyzna.
- Yhh, nawet nie wiesz, jak ty mnie denerwujesz.
- Tak, tak też cię kocham – oznajmił Lou, a Harry był pewny, że na ustach jego przyjaciela pojawił się uśmiech.
Hazz po chwili wstał i poszedł obudzić  Nialla i Zayna, co jak się okazało wcale nie było takie łatwe. Potem wziął szybki prysznic i przyrządził kilka kanapek na śniadanie. Wtedy w mieszkaniu rozległo się pukanie do drzwi.
- Cześć Lou, mam nadzieję, że to coś na prawdę ważnego, bo inaczej cie zabiję.
- Takie groźby z samego rana? Oj, nieładnie panie Styles, nieładnie – Lou szyderczo uśmiechnął się do kumpla – ale jestem pewien, że będzie ci się podobał mój plan.  Zawołaj chłopaków.
- Niall, Zayn! Chodźcie, Lou już jest!
Po chwili w salonie pojawili się zaspani chłopcy, jeszcze w samej bieliźnie i nieogarniętej fryzurze.
- Oh, wyglądacie jak siedem nieszczęść – powiedział smutnym głosem na ich widok Tomlinson.
- Ciekawe dlaczego!? – oburzył się Zayn.
- No, już dobrze, dobrze. Przejdźmy do sedna sprawy, a więc, jak tam wasze plany na wakacje?
- Ja jeszcze nie mam żadnych planów – pierwszy odezwał się Hazz.
- A ja jadę z Perrie i jej znajomymi do Paryża. Już nie mogę się doczekać – oznajmił wesoło Malik.
- No, a ja chyba pojadę do rodziców, do Irlandii, ponieważ długo ich nie widziałem i się za nimi stęskniłem, a co chodzi? – spytał Nialler.
- O tóż chciałem was zabrać do mojego domku na Florydzie, no ale skoro macie inne plany, to może chociaż ty, Harry dasz się namówić  – Lou zwrócił się w stronę Loczka
- Eee, no nie wiem. Wakacje na Florydzie, hmm niby super, ale.. – zaczął zastanawiać sie Styles.
- Nie ma żadnego ale. Pomyśl dwa tygodnie ze mną. Zobaczysz, będzie jak w niebie. W ogóle tam każdego wieczoru na plaży są urządzane ekstra imprezy, a no i najważniejsze, tam na każdym kroku można spotkać jakąś niezłą dupeczkę.
- Oh, Tomlinson. Ty to wiesz, jak przekonać człowieka – wyszczerzył się Hazz.
- Serio?  Zgadzasz się?
- Tak, ponieważ jakoś nie uśmiecha mi się zbytnio perspektywa siedzenia samemu w pustym mieszkaniu. Chociaż i tak pewnie będę tego żałował, ale raz się żyję.
- Zobaczysz, będzie super.
- Ej, Lou, a to przypadkiem nie jest domek twoich rodziców? Wiesz wakacje z rodzicami, to nie brzmi zbyt fajnie – wtrącił nagle Zayn, czym spowodował, że Harry już chciał zrezygnować z wyjazdu, ale Lou szybko go uspokoił:
-Tak, to jest domek moich rodziców, ale oni w tym roku tam nie przyjeżdżają. Mają po prostu inne plany. Chcą chyba pojechać na wyspy Fidżi, czy coś takiego.
*
Dwa dni później Harry czekał już na Louisa na lotnisku. Miał ze sobą trzy duże walizki oraz jego ulubioną torbę. Może to trochę dużo, jak na chłopaka, ale Hazz po prostu nigdy nie wie, co będzie mu potrzebne, a co nie, więc wkłada do walizek wszystko, co tylko wpadnie mu do ręki.  Za 20 minut mieli swój samolot, a Lou wciąż nie było, więc Loczek zaczął się martwić, że to wszystko to był tylko jeden wielki żart Tomlinsona, jednak po chwili Harry zauważył przy wejściu czuprynę swojego przyjaciela, więc się trochę uspokoił. Jednak nie obeszło by się bez małej sprzeczki.
-  Miałeś tu być pół godziny temu! Wiesz, jak się denerwowałem? Ciekaw jestem, jak się wytłumaczysz z tego spóźnienia – zaczął krzyczeć  Styles.
- Przepraszam, Harry. Miałem po prostu kłopoty z autem. Nie chciało odpalić, dlatego zadzwoniłem po taksówkę, jednak ta utknęła w korku – wyjaśnił mężczyzna.
- Mogłeś zadzwonić.
- Wybacz, nie pomyślałem o tym, a teraz nie dąsaj się już, tylko chodź, bo zaraz polecą bez nas – pośpieszał Harrego Lou.
Po kilkunastu minutach oboje siedzieli w samolocie, czekając na odlot.
- Boję się, Lou. Nigdy nie leciałem samolotem, a co jeśli coś się stanie? – martwił się młodszy chłopak.
- Spokojnie, nie bój się. Katastrofy lotnicze zdarzają się znacznie rzadziej niż wypadki samochodowe, więc jesteśmy bezpieczni – Louis złapał Harrego za rękę, żeby podtrzymać go na duchu.
Maszyna wzbiła się w powietrze i szybował lekko ponad ziemią, jednak Harry wciąż miał zamknięte oczy, a jego ręka wciąż ściskała rękę Louisa.

- Będzię dobrze – powtarzał mu Lou.
CZYTASZ = KOMENTUJESZ
JAK NIE BEDZIE 7 KOMENTARZY POD ROZDZIAŁEM NIE DODAJE KOLEJNEGO

6 komentarzy:

  1. Bardzo fajne opowiadanie :D Strasznie mi się spodobało, bo uwielbiam 1D <3 XD
    http://po-prostu-kim-kolwiek.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  2. hm ... co tu napisać? opowiadanie nawet ciekawe, błędów nie ma (przynajmniej nie zauważyłam xD), długość odpowiednia ^^
    moje ocena (jeżeli mogę ocenić) to 9/10~! ;P

    OdpowiedzUsuń
  3. Bardzo fajne opowiadanie, będę tu wpadać częściej :)
    Zapraszam: http://imagesoflovee.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  4. Uuu...sami na wakacjach :D robi się jeszcze bardziej ciekawie <3 czekam :***

    OdpowiedzUsuń
  5. Boże, pierwsza :Larry Shipper, na której bloga trafiam przez przypadek! Az się uszczypnęłam, żeby sprawdzić czy to prawda!
    Boże, jada sami na wakacje *_*
    Będzie się działo :3
    Boże, pisz kolejny :3

    OdpowiedzUsuń
  6. Musisz jeszcze napisać! Mówię poważnie! Opowiadanie jest mega! Już dawno nie trafiłam na takiego bloga. Chętnie będę cie śledzić. Też jestem fanką 1D.

    http://pomiedzyzycieaksiazkami.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń